Są takie miejsca i momenty, kiedy wystarczy zamknąć oczy, by usłyszeć szum fal, poczuć na twarzy słoną bryzę i ten charakterystyczny, nie do pomylenia z niczym innym zapach drewna i liny. I wiecie co? Wcale nie trzeba do tego sztormu na Północnym ani oceanicznej wachty o czwartej rano. Czasem wystarczy po prostu… przyjechać na plażę w Mierzynie.
Tegoroczny Festiwal im. Teresy Remiszewskiej znów pokazał, że pieśń żeglarska ma w sobie jakąś magiczną moc. Że potrafi połączyć ludzi, obudzić najgłębsze emocje i w ułamku sekundy przenieść nas z piaszczystej plaży prosto na otwarty ocean.
Jako ktoś, kto zjadł zęby na morskim i oceanicznym falowaniu – a moje serce już na zawsze zostało częścią załogi legendarnego „Zawiszy Czarnego” – patrzę na takie wydarzenia z zupełnie wyjątkową perspektywą. I muszę Wam przyznać jedno: tam po prostu była prawdziwa, nieudawana woda!
Energiczny zwrot przez sztag: Teatr Muzyczny Hals
Na początek solidne uderzenie energii! Teatr Muzyczny Hals wszedł na scenę z takim impetem, jakby łapali pomyślny pasat. W przepiękny, niezwykle dynamiczny sposób przypomnieli nam dawny świat żeglarzy – pełen bezkompromisowych przygód, trudów, ale i nieokiełznanej radości. Było w tym tyle autentycznego ducha morza, pasji i prawdziwych emocji, że nóg do tupania nie dało się powstrzymać. Prawdziwy majstersztyk!
Męski Chór Zawiszy Czarnego – balsam na żeglarską duszę
A potem… cóż, przyznaję bez bicia, że przy tym punkcie programu moje „zawiszackie” serce zabiło mocniej. Na scenę wszedł Męski Chór Zawiszy Czarnego z Gdyni.
Gdy ci faceci zaczynają śpiewać, dzieje się magia. Ich głosy to potęga, niesamowita harmonia i absolutny balsam na duszę. Kiedy brzmią ich pieśni, nie musisz wyobrażać sobie morza – Ty po prostu tam jesteś. Czujesz, jak wiatr napina żagle, słyszysz potężny szum fal pod dziobem i przypominasz sobie, czym jest ta wielka, nieograniczona wolność otwartego oceanu. Panowie, jak zwykle – czapki z głów!
Powrót do korzeni w Krainie stu jezior
To, co niezwykle ujęło mnie w tegorocznej edycji, to sam powrót festiwalu na plażę w Mierzynie. To przecież tutaj wszystko się zaczęło! Taki powrót do źródeł ma piękny, symboliczny wymiar.
Wspaniale jest patrzeć, jak festiwal nie tylko kultywuje pamięć o legendarnej Teresie Remiszewskiej i pielęgnuje wielkie morskie tradycje, ale też kapitalnie promuje Gminę Międzychód – tę naszą niezwykłą, malowniczą „Krainę stu jezior”. Bo żeglarstwo to nie tylko wielkie oceany; to przede wszystkim miłość do wody, niezależnie od tego, czy pływasz po Atlantyku, czy po urokliwym pojezierzu.
„Festiwal Szanty im. Teresy Remiszewskiej to nie po prostu impreza plenerowa. To żywe spotkanie z historią, pasją i ludźmi, którzy w śpiew wkładają całe swoje serce.”
Wyjechałam z Mierzyna poruszona, pełna głębokiego podziwu dla postaci Teresy Remiszewskiej, zachwycona dźwiękami i z mocnym poczuciem, że byłam świadkiem czegoś naprawdę niezwykłego.
Jeśli w Waszym żyłach płynie choć kropelka słonej wody (albo chociaż wielka miłość do dobrej muzyki i ludzi z pasją) – wpiszcie ten festiwal na swoją listę must-see. Do zobaczenia na szlaku i przy kolejnym kuflu szantowej muzyki!
Stóp pod kilem! ⛵


