Moja droga do Hongkongu

samolot_IMG_8727

Wreszcie nadszedł ten oczekiwany dzień mojego wyjazdu do Hongkongu. Bardzo się denerwowałam, ale teraz wygodnie siedzę sobie na lotnisku TEGEL w Berlinie i czekam na samolot. 

W pociągu nie potrafiłam skupić się nad książką, bo byłam bardzo zmęczona całym tygodniem przygotowań do wyjazdu i pracą ostatnich dni semestru w szkole. Dopiero siedząc w przedziale czułam jak wszystko po mnie spływa, jak stresy odchodzą, a zmęczenie daje się we znaki. Ale świadomość, że teraz czeka mnie przygoda życia dało mi niesamowitą energię i spokój. 

Czeka mnie jeszcze długa droga, ale fajnie jest samemu podróżować. Myślałam, że będę miała z tym problem, jednak muszę stale rozmawiać ze sobą w myślach, wtedy nie odczuwam samotności. 

Wokół mnie przechodzą różni ludzie – lecą w różne strony świata, mówią w różnymi językami, mają dziwne bagaże… Jeden miał na głowie dredy za samą pupę (dziwnie to wyglądało!). Ludzie o ciemnej karnacji śpiewali i grali na gitarze umilając oczekującym czas, a ja zastanawiam się co by było, gdyby wszyscy byli tacy sami, łatwiej czy trudniej? Wiem, że na pewno mniej ciekawie i szaro! Cieszmy się tą odmiennością, bo od każdego można się wiele nauczyć. Przypomniały mi się słowa piosenki „Czerwonego tulipana”:

„Powinien być prosty jak zegarek świat
Po każdym „tik” byłoby „tak”..”

Myślę, że taki jest, tylko od nas zależy jacy będziemy dla tego świata, jak będziemy go odbierać, jak uczyć się akceptować jego odmienność i różnorodność. Oj, już czas, zbliża się pora odlotu mojego AIR FRANCE…

Niestety samolot trochę się spóźnił, ale już siedzę na swoim miejscu przy oknie i czekam na start. Właściwie to się  wcale nie spóźnił, ale ja zapomniałam, że jest różnica czasu (o 1 godzinę). W samolocie miałam miejsce przy oknie i mogłam zobaczyć jak lecimy w chmurach i jeszcze wyżej – nad chmurami. Widok był piękny, jakbym była na najwyższych szczytach gór i podziwiała widoki. Uwielbiam latać, wcale się nie boję, czuję się dobrze i komfortowo. 

Już wita mnie Paryż, niestety nie samo miasto, tylko lotnisko Charlesa de Gaulla. Pamiętałam, że jest ogromne, gdyż już na nim byłam dwa razy. I teraz bez problemu wszystko załatwiłam, oczywiście także mały perfumik w strefie bezcłowej, to tak na dobry początek. Zjadłam też kawałek pizzy i popiłam pyszną kawą. 

Jestem coraz bardziej zmęczona i już bym chciała znaleźć się w samolocie. Lecę piętrusem (ha, ha) – pierwsza w rodzinie. Jeszcze nie widziałam tak dużego samolotu! Jestem pod wrażeniem. 

Wsiadam i już siedzę na swoim miejscu przy oknie. W moim rzędzie są trzy miejsca, ja przy oknie, miejsce w środku (hurra!) – puste, a na brzegu siedzi bardzo poważny chłopak. Przez całą podróż nie zmienił pozycji, nawet podczas spania. Samolot ruszył cichutko i płynnie, a przez okno widać było Paryż nocą i oświetloną wieżę Eiffla. Piękny widok, aż dech zapiera. Po dobrym obiedzie podanym podczas lotu zasnęłam i obudziłam się dopiero o 9.30. paris-hongkong-trasa

W tym czasie leciałam na wschód: przez Luksemburg, Niemcy i – po 45. minutach – przeleciałam nad rodzinnym Poznaniem. Potem była Białoruś, Rosja i Kazachstan i wreszcie Chiny. Lecieliśmy na wysokości ok. 11 km, z prędkością 900-1100 km/h. Lot trwał 10 godzin i 38 minut. To było niezwykłe przeżycie!

Musiałam być bardzo zmęczona, nawet dobrze mi się spało! Teraz kolejne jedzonko! A miałam przejść na dietę, chyba poczekam z tym do HK :).

Zaczynamy lądować, widok z okna oszałamiający najpierw białe chmury, a my nad nimi. Potem te chmury przechodzą w niebiesko- szarą chmurzastą watę cukrową, a samolot leci coraz niżej i tu wbija się w ciemnoszare chmury. Jest coraz ciemniej, tylko na skrzydle samolotu odbija się migająca lampka jakby światełko w tunelu. Przyznam się, w tym momencie zaczęłam się bać. Widok był przerażający i niesamowity, ale na szczęście wylądowaliśmy spokojnie. Tylko jeszcze przejazd kolejką podziemną do odprawy i po bagaże.

Na lotnisku czekał Mati, a Cass szykowała pyszną kolację. Bardzo wzruszyła mnie karteczka wywieszona na drzwiach ich mieszkania:

powitanie_HK

Welcome our Lovely Mama.
Uściskom nie było końca!!! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *